O autorze
Niedawno zdałem sobie sprawę, że jestem łowcą-zbieraczem. Dlatego powstał projekt: „POLOWANIA Z MAKARONEM”, którego częścią jest ten blog. Od zawsze podróżowałem daleko, intensywnie i niebezpiecznie. Pierwsze podróże odbyte w wieku szkolnym wiodły mnie przez kartki wszystkich chyba podróżniczych książek wydanych w tym kraju. Niedługo potem, w wieku 19 lat wraz z kolegami z WKP-Warszawskiego Klubu Płetwonurków pojechałem na swoją pierwszą ponad sześciomiesięczną wyprawę do zalanych wodą jaskiń – cenotes na półwyspie Jukatan. I tak już zostało - od ponad 35 lat poluję na przygody: szukam skarbów w zatopionych statkach na morzach południowych, prowadzę safari, spływam na dno mętnych amazońskich rzek po złoto i diamenty, łowię czarny koral, poluje z Buszmenami na Kalahari i plemieniem Badjao na Borneo. Na Molukach wraz z plemieniem Togutil szukam pytonów siatkowanych, na Madagaskarze nurkuję z ludem Vezo. Dlatego cennej wiedzy o tym jak tanio dolecieć na Halmahera, czy Celebes, albo gdzie przenocować w Brukseli szukajcie na innych blogach. Tu będą opowieści o plemionach, których nigdy nie widzieliście, umiejętnościach, o których nie słyszeliście i przede wszystkim o mnie.
Sławomir „Makaron” Makaruk

Zdobywamy Brokazonkę. Druga przygoda za progiem

oczyszczenie fot.:www.mariuszcieszewski.com
“Stawianie sobie wyzwań ma rewitalizującą moc” - J. Walkiewicz . To zdanie spowodowało, ze ruszyłem tyłek i zanurzyłem się w bagnie :), ale w bagnie twórczym, rewitalizującym i bez mała leczniczym. Do czego i was tym wpisem zachęcam.

Trochę czasu zajęło mi, żeby zebrać się i wrócić nad rzekę, której nie udało się pokonać kajakiem. Teraz warunki spływu znacznie się pogorszyły. Długotrwałe czerwcowe upały obniżyły poziom rzeki i pływanie kajakiem stało się prawie niemożliwe. Zacząłem zastanawiać się nad przejściem rzeki piechotą i ostatecznie w ostatnią sobotę namówiłem mojego przyjaciela fotografa na taki rzeczny spacer.
Normalnie płynąc rzeką nie wiemy, jaka jest naprawdę. Jeśli nie widać dna nie wiemy czy jest głęboko czy płytko, czy są kamienie czy muł, sporadycznie widzimy wyskakujące ryby. Dopiero marsz w nurcie pozwala bezpośrednio czuć rzekę. Ale to nie wszystko.
W okolicach Warszawy trudno znaleźć dzikie miejsca dające nam poczucie odosobnienia od innych ludzi. Wszędzie pełno działek, pogrodzonych terenów i uprawnych pól. Ukształtowanie terenu też nie sprzyja izolacji. Płasko i bardziej płasko. Jedynie doliny rzek wcinające się w teren ukrywają przed naszymi oczami tereny, których nikt nie odwiedza.
Bo i po co?
Takich miejsc szukam… i znajduję.
Brak czasu na dalekie wyjazdy zmusza mnie do szukania substytutów - krótkich jednodniowych, bardzo intensywnych wyjazdów traktowanych przeze mnie, jako treningi ciała i umysłu przed ciężkimi wyprawami.
Szybkie oderwanie się od codziennych problemów połączone z wysiłkiem fizycznym działa na mnie również oczyszczająco. Pomaga w znoszeniu nudnych obowiązków. Wykonuję wolny zawód, więc teoretycznie nie powinienem podlegać stresowi jak pracownicy Mordoru. Nie powinienem, ale każdy ma swojego demona, mola, który go gryzie. Ja też jak każdy z nas, albo przynajmniej większość z nas, szukam rozwiązania problemu, pozbycia się lęków czy odreagowania stresu.
No właśnie, trzeba ruszyć dupsko. To pierwszy i dla mnie najtrudniejszy punkt naprawy samego siebie.
Jutro, tak już w przyszłym tygodniu, w poniedziałek. NIE - startuj teraz jak tylko skończysz czytać ten wpis, albo nawet rzuć to, doczytasz po powrocie. Trzeba żyć natychmiast, jest później niż się wydaje, trzeba działać natychmiast. Trzeba działać konsekwentnie, jednorazowa akcja nic nie da. Trzeba pokonać strach, bo strach przeszkadza w działaniu, a jak go pokonasz to będziesz szczęśliwy i zdziwiony, że mogłeś się czegoś bać. Nie będziesz miał hamującego spadochronu wstydu. Może zerwiesz ze swoimi nawykami i złymi przyzwyczajeniami pogłębiającymi twoją niemoc.
Filozoficznie mógłbym powiedzieć, że spacer taką rzeką to droga przez życie.
Idziemy łatwą niegłęboka woda oglądając przyjazne brzegi. Niespotykanie potykając się o kamień, Bęc i już leżę jak długi, wstaje i po paru krokach zapadam się po pas w mule, z którego trudno wyciągnąć mi nogi. Wychodzę na brzeg sądząc, że piaszczysta ścieżka przerzuci mnie za zakręt gdzie będzie już można bezpiecznie iść dalej i znów po paru krokach zapadam się po szyję. Teraz to już kompletna kaszana. Wybrałem złą odnogę. Wydostanie się z tej pułapki to dość mozolny proces, wołam i krzyczę o pomoc, nie rezygnując do końca z prób samodzielnego uwolnienia się z pułapki, generalnie wiem, że jeśli sam sobie nie pomogę to zostanę tu na zawsze, w tym mule dole i bagnie, ale wciąż liczę, ze ktoś mi pomoże. Widzę jakiś konar, gałąź kępę trzcin. Łapię się tego i powoli wydostaję się na powierzchnię. Po chwili ulga dochodzę do właściwej odnogi i płynę chwilę coraz szybciej z nurtem cudownie płucząc się z błota w przeźroczystej wodzie. Rozkoszując się urokami krajobrazu niespodziewanie wpadam pod obwisły konar, który boleśnie uderza mnie po głowie. To taki przekaz: bądź czujny, nie zastygaj w komfortowej sytuacji, patrz do przodu i przewiduj, co będzie, wtedy łatwiej uniknąć ponownego wpłynięcia w błotnistą odnogę , głębokie, zarośnięte, pełne pijawek doły.
Oczywiście nie twierdzę, że musicie tak jak ja spływać rzeką, czy wspinać się. Wymyślajcie sobie, co chcecie , ale wymyślajcie rzeczy, które będą wyzwaniem. Dalekie od rzeczy, które robicie, na co dzień. Inne. Jeśli nie starcza wam wyobraźni, napiszcie do mnie chętnie pomogę, coś zaproponuję.
PS kilka uwag technicznych
W takich rzecznych spacerach musicie używać pianki. Pianka to skafander neoprenowy używany do np. nurkowania lub windsurfingu. Izoluje, zabezpiecza przed wychodzeniem i nieprzyjemnościami. Grubość - od 2 mm w lecie do 8-10 mm późną jesienią lub w zimie. Do tego buty również neoprenowe z grubą gumową podeszwą lub zwykle skarpety i stare trampki. Dobrze jest zabrać ze sobą suche rzeczy, kluczyki od samochodu i dokumenty, zapałki i coś do picia( dużo 2 litry), bo na wodę z rzeki raczej proszę nie liczyć. Do tego mapa topograficzna, jeśli nie znacie terenu na pamięć . Wszystko pakujemy do wodoszczelnego worka używanego w kajakarstwie i innych sportach wodnych, najlepiej, jeśli ma on szelki jak plecak.
Obowiązkowo telefon w wodoszczelnej obudowie i druga osoba do towarzystwa, dla asekuracji i wspólnego robienia zdjęć. Powodzenia i do zobaczenia w bagnie :)

Makaron

Więcej zdjęć w albumie pt: "Zdobywamy Brokazonkę" na moim FB
Przeczytaj też o mojej pierwszej przygodzie za progiem
Trwa ładowanie komentarzy...